zadra5253

Prenumeratą Zadry w backlash
Written by Beata Kozak   
Saturday, 31 May 2014 19:47

Jest niewesoło. Wszędzie widać backlash – negatywną reakcję, odrzucenie, cofkę. Wahadło wychyla się mocno w prawo, społeczeństwa obrastają konserwatywnym tłuszczem. Na wznoszącej fali jest skrajna prawica, w Polsce poparcie zdobywa kuriozalny facet, który w gwałtach i pedofilii nie widzi nic szczególnie złego, a kobietom chciałby odebrać prawa wyborcze, bo kobiety są według niego za głupie, aby głosować w wyborach i nadają się akurat do rodzenia. Pobrzmiewają jeszcze echa nagonki na gender – a w rzeczywistości na feminizm, na ideę równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Trucizna została umiejętnie wprowadzona, teraz Kościół i prawica dbają o to, żeby jak najskuteczniej i jak najtrwalej zatruwała, ogłupiała, zastraszała. I rzeczywiście – zatruwa, ogłupia, zastrasza. Najnowsza odsłona backlashu to deklaracja wiary lekarza. „Jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś umarł z braku antykoncepcji”, rzuca do kamery przez ramię poseł Piecha i zbiega po schodach Sejmu do wyjścia, bo się spieszy. Gender studies na uczelniach, na których ich jeszcze nie było, już-już miały powstać, rektor lub dziekan już sięgał po pióro, żeby zatwierdzić i powołać – ale może lepiej nie teraz, teraz jest niesprzyjający klimat, sama pani widzi, koleżanko, co się dzieje, lepiej nie drażnijmy Kościoła, trzeba brać pod uwagę okoliczności i uwarunkowania, prawda? Niejedna organizacja, która od lat pomaga ofiarom przemocy, została pominięta w jednym, drugim i trzecim konkursie grantowym, w którego komisji – jakoś tak zupełnie przypadkiem – zasiadł właśnie jeden, drugi czy trzeci ksiądz. Radni miast i miasteczek, podobnie jak lekarze, rzucają się do podpisywania lojalek i publicznie robią z siebie durniów, demonstrując przy okazji, że nie mają najmniejszego pojęcia, o czym mówią: „Rada Miasta Lublin apeluje do osób odpowiedzialnych za kształt życia kulturalnego, a także za kształt naszej edukacji, aby w różnych placówkach podległych Miastu nie promowano treści zaczerpniętych z rewolucyjnej ideologii gender, chroniąc w ten sposób młode pokolenie naszych mieszkańców przed destrukcją kulturową i moralną”. Podobnie żenujące przykłady zwykłej głupoty i konformizmu można by wyliczać w nieskończoność. Jednym słowem – backlash, panie, wstrętna cofka. Gdzie nie popatrzeć, wszędzie dostajemy po głowie. Nic od nas nie zależy, cośmy wywalczyły, to nam zabierają, cośmy zaplanowały, to nam blokują. Utrudniają życie i pracę na każdym kroku, dwadzieścia lat działania na rzecz zrównania praw kobiet i mężczyzn – stracone.

TEST_2Ale jest taka rzecz, taka sprawa, taka inicjatywa, która zależy tylko i wyłącznie od nas. Nie ma na nią najmniejszego wpływu żaden rektor czy dziekan, żaden ksiądz, żaden nienawistny polityk czy oszalała posłanka, żaden cenzor, żadna rada miasta ani fundacja przyznająca granty tyko tym, którzy podobają się Kościołowi. Tym feministycznym projektem, tą niezależną sprawą jest ZADRA. Feministyczne pismo, które ukazuje się w Polsce bez przerwy już od 15 lat i którego wydawanie i dalsze istnienie zależy od jej czytelniczek i czytelników. Każda kupiona prenumerata, każde 24 złote rocznie to głos oddany na haust świeżego powietrza w zaduchu, w którym dziś żyjemy. Nikt nie może nam zabronić wydawania Zadry, pisania do niej, prenumerowania jej i czytania. Feministyczne pismo jest jednym z nielicznych wyjątków w nawale zależności i niemożności. Jeśli 500 osób tak zdecyduje, to Zadra będzie istnieć – raz na pół roku będzie można poczytać sto kilkanaście stron feministycznej publicystyki. Jeśli nie znajdzie się 500 osób, którym będzie na tym zależało – feministyczne pismo zniknie.

Na wiele spraw nie mamy bezpośredniego wpływu – trudno wymyślić i przeprowadzić akcję, która przekona ok. 505 000 wyborców (i wyborczyń!) mizogina Korwina-Mikke, żeby za rok nie wybrali jego oszołomskiej, antykobiecej partii do Sejmu. Trudno doprowadzić z dnia na dzień do tego, żeby w Polsce liczyło się jednak prawo świeckie, a nie kościelne, i żeby politycy przestali chodzić na pasku biskupów. Trudno wytłumaczyć ludziom, którym filmy typu „Niemy krzyk” wyprały mózgi, że zlepka kilku komórek nie powinno się cenić wyżej niż życia dojrzałej kobiety. Ale kupienie prenumeraty Zadry to kwestia kilku minut, a do tego satysfakcja z dołożenia swoich trzech groszy do podtrzymania feministycznego pisma. 24 złote, kilka kliknięć, żeby zrobić przelew – i mamy wpływ. Coś od nas zależy – i to coś sensownego.

Kiedy ogłaszałyśmy Akcję 500 Prenumerat w lipcu zeszłego roku, odzew był natychmiastowy i bardzo pozytywny, a 500 prenumerat zebrało się w ciągu dwóch miesięcy, i to w trakcie wakacji. W tym roku Akcja zaczęła się o wiele wcześniej, w połowie maja, a wokół redakcji fruwają ciągle dwie anielice: jedna jest optymistką, druga – pesymistką.

Pesymistka sączy nam w uszy swój pesymistyczny jad: ja się wam dziwię, słowo daję. Przecież każde dziecko wie, że Polacy, i Polki oczywiście też, są mistrzami zrywów i powstań, ale zrywy mają to do siebie, że są je-dno-ra-zo-we. W zeszłym roku było fajnie, bo to było pierwszy raz i wszyscy myśleli, że biorą udział w takiej jakby Orkiestrze Świątecznej Pomocy. A tu po 10 miesiącach znowu to samo, ha ha. Orkiestra akurat też gra raz w roku, zgoda, ale mówię wam, że w tym narodzie, w tym społeczeństwie nie znajdzie się tych pięć setek ludzi, którzy będą solidarni i odpowiedzialni. Którzy czują, że feminizm w Polsce to ich sprawa, że mogą mieć ten – ha ha – wpływ na coś. No, nie i koniec. Nie te czasy, nie te realia. Szkoda waszego trudu, rozsyłania maili i proszenia o te prenumeraty, i tak będziecie tylko działać ludziom na nerwy tą swoją naiwną akcją. Popsioczyć na backlash jest o wiele fajniej niż coś zrobić, niż chocby ruszyć parę razy komputerową myszą i przelać te śmieszne 24 złote na prenumeratę. I pamiętajcie, naiwniaczki, że kiedy się nie uda zebrać pięćsetki prenumerat i Zadra padnie – na sto procent usłyszycie, że trzeba się było lepiej postarać, lepiej zorganizować, a nie tak na pół gwizdka. Ewentualnie, że jest dużo innych ważnych rzeczy do robienia i na Zadrze świat się nie kończy. Już się na to zacznijcie przygotowywać. Fajnie jest psioczyć i fajnie jest odprawiać żałobę, ale zapobiec tej żałobie – co to, to nie. Wspomnicie moje słowa.

Optymistka szepcze do naszych redakcyjnych uszu: dziewczyny, wszystko pójdzie dobrze. Ludzie są rozsądni i mądrzy, wiedzą, że Zadra jest jedynym feministycznym pismem w Polsce, dotarło do nich już dawno, że nie kupią jej inaczej, jak tylko poprzez prenumeratę albo w Kiosku z Zadrą, że do Empików już jej nie dajecie. Kobiety widzą przecież, co się wkoło dzieje, jak się nimi na każdym kroku pomiata, i dlatego nie pozwolą, żeby zniknęło coś, co jest częścią feminizmu „ w tym kraju”. Szczególnie kiedy wiedzą, że to zależy od nich, a nie od decyzji jakiejś instancji. Pomyślcie, jakie tłumy idą chociażby w manifie w Warszawie, nie mówiąc o manifach we wszystkich innych miastach. Ci ludzie przecież do czegoś się poczuwają, to są ludzie ideowi, zorientowani w rzeczywistości, siedzą na Fejsie, wiedzą, co w trawie piszczy. A ci, co studiują gender studies? To też jakieś kilkaset osób. A wszystkie grupy nieformalne, listy dyskusyjne? A Kongres Kobiet, na którym kobiety są przecież podobno profeministyczne? To jest naprawdę duża grupa sensownych, odpowiedzialnych osób, które na pewno kupią prenumeratę, kiedy dotrze do nich wiadomość, że to jest niezbędne dla dalszego istnienia feministycznej Zadry. Skoro raz już się dziewczyny i chłopaki wykazały solidarnością i skoro już raz feministyczny naród zareagował na zadrzane wezwanie (no, prośbę, jasne, prośbę), to teraz też tak będzie. Więc wyluzujcie, kochane, relax bejbi i don’t worry.

Czy znajdzie się – drugi raz – grono 500 osób, które kupując prenumeratę, wspólnie podtrzymają Zadrę? Którym będzie zależało na tym, żeby w Polsce było feministyczne pismo? I żeby tym samym nie dać się wszechobecnemu backlashowi?

Możemy utrzymać sobie feministyczne pismo, jeśli będziemy tego chcieć.

http://pismozadra.pl/prenumerata-i-sprzedaz

 

 

Add comment


Security code
Refresh

fio

© 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www